Negocjacje dotyczące budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce znalazły się w punkcie, który nie pozwala już utrzymywać wcześniejszych deklaracji o szybkim zakończeniu rozmów. Osoby uczestniczące w procesie przyznają, że zamknięcie umowy EPC [Engineering, Procurement, Construction], dotyczącej budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej – w II kw. br jest niemożliwe, a różnice stanowisk między stroną polską a amerykańskimi partnerami są na tyle istotne, że konieczne będzie przedłużenie obowiązywania umowy pomostowej EDA do końca roku. Ma to dać czas na spokojne dopracowanie dokumentu, który będzie fundamentem całej inwestycji.

Wśród najtrudniejszych kwestii, które blokują finalizację rozmów, znajdują się limity odpowiedzialności oraz problem integracji projektu. Poprzedni rząd zdecydował się na model, w którym Westinghouse odpowiada za reaktor, a Bechtel za budowę elektrowni. Rozwiązanie to od początku budziło wątpliwości, bo przypomina sytuację, w której dwie firmy realizują różne części jednego budynku, ale żadna nie chce wziąć odpowiedzialności za całość. Polska strona oczekuje jednego, spójnego produktu, a nie dwóch odrębnych zakresów, które trzeba będzie później zsynchronizować. Przykład Czech, które odrzuciły ofertę Amerykanów właśnie z powodu braku jasnej odpowiedzialności za integrację, jest tu często przywoływany jako ostrzeżenie.
Kolejnym punktem spornym jest kwestia prawa właściwego dla umowy. Strona polska zabiega o to, by obowiązywało prawo polskie, natomiast Amerykanie nie chcą się na to zgodzić. To jeden z elementów, który dodatkowo komplikuje rozmowy i oddala moment podpisania dokumentu. Według osób zaangażowanych w proces, realnym terminem jest dopiero druga połowa roku, a ostateczna data będzie zależała również od czynników politycznych zarówno w Warszawie, jak i w Waszyngtonie.
Równolegle rośnie znaczenie projektu drugiej elektrowni jądrowej. Podczas polsko-francuskiego szczytu w Gdańsku premier Donald Tusk po raz pierwszy w tej kadencji jednoznacznie potwierdził, że rząd planuje budowę drugiego dużego bloku jądrowego. Francuzi, którzy od dawna zabiegają o ten kontrakt, odebrali tę deklarację jako sygnał, że ich szanse rosną. W tle pojawia się również kontekst polityczny – w 2027 roku odbędą się wybory parlamentarne, a temat energetyki jądrowej jest jednym z kluczowych obszarów, w których żadna ze stron nie chce oddać inicjatywy.
Zakończył się już wstępny etap rozmów z potencjalnymi partnerami do drugiej elektrowni – Amerykanami, Francuzami i Kanadyjczykami. W najbliższych miesiącach ma ruszyć postępowanie konkurencyjne, które wyłoni wykonawcę, a jako potencjalne lokalizacje drugiej elektrowni jądrowej wskazano: Bełchatów, Kozienice, Połaniec i Konin. Odpowiedź na pytanie, kto formalnie będzie prowadził ten proces – Polskie Elektrownie Jądrowe czy PGE – ma przynieść aktualizowany Program polskiej energetyki jądrowej, który wkrótce trafi pod obrady rządu. Według naszych źródeł PEJ powinny pozostać gospodarzem dialogu, choć udział PGE jest możliwy ze względu na ich obecność w lokalizacjach planowanej inwestycji. Nie zostanie natomiast przesądzone, kto będzie inwestorem drugiej elektrowni — w przypadku pierwszej tę rolę pełnią PEJ.
W samej spółce PEJ również zachodzą zmiany. Rada nadzorcza zakończyła konkurs na nowego wiceprezesa, który ma odpowiadać za infrastrukturę towarzyszącą – obszar uznawany za najbardziej wymagający i wymagający przyspieszenia. Do jego zadań należeć będą także kwestie local content oraz współpraca z samorządami. Rada przedstawiła swoją rekomendację pełnomocnikowi rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej -Wojciechowi Wrochnie. Jego decyzja spodziewana jest na przełomie kwietnia i maja br.
To właśnie local content budzi największe obawy w branży budowlanej. Przedstawiciele sektora podkreślają, że Amerykanie przedstawiają nawet najmniejsze zlecenia dla polskich firm jako dowód szerokiej współpracy, podczas gdy rodzime przedsiębiorstwa oczekują udziału w najbardziej zaawansowanych elementach projektu. Jak wskazuje dr Damian Kaźmierczak z Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, polskie firmy chcą zdobywać kompetencje, które pozwolą im uczestniczyć w projektach jądrowych na najwyższym poziomie, a nie ograniczać się do prostych prac. Jego zdaniem to rząd powinien dopilnować, by polski przemysł nie został zepchnięty na margines inwestycji w Choczewie.
Wszystkie te wątki – od przeciągających się negocjacji z Amerykanami, przez polityczne znaczenie drugiej elektrowni, po walkę o udział polskich firm – pokazują, że program jądrowy wchodzi w etap, w którym każdy błąd może mieć długofalowe konsekwencje. A jednocześnie każdy ruch jest bacznie obserwowany zarówno w kraju, jak i za granicą.
Źródło: onet.pl

