Zanim ruszy budowa pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, konieczne było sprawdzenie, czy w rejonie przyszłej, pierwszej polskiej elektrowni jądrowej – nie zalegają powojenne niewybuchy. To standardowa procedura UXO, ale tym razem objęła nie tylko ląd – badaniom poddano również ponad 600 ha dna Bałtyku. Morze, które przez dwie wojny światowe było jednym z najbardziej zaminowanych akwenów świata, wciąż kryje w sobie ogromne ilości amunicji. Według Komisji Helsińskiej może to być nawet 300 tys. ton materiałów konwencjonalnych i 40 tys. ton broni chemicznej.

Dla inwestycji jądrowej bezpieczeństwo dna morskiego ma kluczowe znaczenie. Reaktory wymagają stałego, dużego przepływu chłodzącej wody, a Bałtyk – w przeciwieństwie do polskich rzek wysychających latem – gwarantuje stabilne warunki. Niska głębokość akwenu sprzyja też bezpiecznemu odprowadzaniu ciepła z elektrowni. Warunek był jeden: upewnić się, że pod powierzchnią nie zalegają niebezpieczne pozostałości wojenne. Dziesięciomiesięczne badania prowadziło konsorcjum „Baltic Diving Solutions” i „Geo Ingenieurservice Polska”, działając w skrajnie różnych warunkach – od zimowej pokrywy lodowej po letnie sztormy. Nurkowie analizowali archiwalne mapy i dokumenty, a następnie schodzili pod wodę, by wydobywać i identyfikować obiekty wskazane w badaniach geofizycznych.
Choć nie natrafiono na materiały z okresu II wojny światowej, morze nie okazało się puste. Wręcz przeciwnie – Bałtyk oddał archeologom aż 500 przedmiotów, które opowiadają historię dawnych szlaków handlowych. Wśród znalezisk jest imponująca drewniana beczka ważąca ponad 216 kilogramów, najpewniej pochodząca z hanzeatyckiego statku z XV–XVII w. Wydobyto także kotwicę admiralicji z przeł. XVII i XVIII w. oraz elementy wyposażenia dawnych jednostek – m.in. drewniany kabestan czy ręczną windę kotwiczną z kotwicą, datowane na przełom XIX i XX w. Szczególne zainteresowanie wzbudził czterocylindrowy silnik okrętowy francuskiej marki Castelnau, prawdopodobnie część napędu jednostki z I poł. XX w.
Wszystkie artefakty trafią do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie przejdą konserwację i szczegółowe badania. Bałtyk po raz kolejny pokazał, że jest nie tylko miejscem przyszłej energetyki, lecz także ogromnym archiwum historii, które wciąż potrafi zaskoczyć.
[źródło: dziennikbaltycki.pl, swiatoze.pl]

