Jak informuje Polska Agencja Prasowa, Rząd deklaruje gotowość do zamknięcia w tym roku rozmów z amerykańskim wykonawcą pierwszej polskiej elektrowni atomowej — ale tylko wtedy, gdy finalne zapisy umowy zabezpieczą interesy polskiego przemysłu. Taką wersję zdarzeń przedstawił w piątek minister energii – Miłosz Motyka. W rozmowie z TVN24 minister nie unikał pytań o realność harmonogramu. Zapewnił, że resort nie zamierza iść na ustępstwa kosztem krajowych firm – negocjacje mają zakończyć się sukcesem tylko pod warunkiem, że uda się wynegocjować twarde, korzystne dla Polski zapisy. Jeśli ten warunek zostanie spełniony, strona rządowa jest przygotowana, by umowę podpisać jeszcze przed końcem roku.

Minister wymienił trzy obszary, które uznaje za kluczowe w toczących się rozmowach:
- koszt wytwarzanej energii,
- poziom zaangażowania polskiego kapitału w projekt,
- realne, partnerskie zaangażowanie strony amerykańskiej, a nie tylko rolę generalnego wykonawcy.
Motyka przyznał też, że jednym z już wywalczonych elementów jest zapis o prawie polskim jako prawie właściwym dla umowy łączącej inwestora z konsorcjum wykonawczym. To istotna zmiana w stosunku do standardowej praktyki w dużych międzynarodowych kontraktach EPC, gdzie zwykle preferuje się prawo brytyjskie lub prawo stanu New York. O tym, że kwestia ta pozostaje jeszcze do domknięcia, informował na początku września Wojciech Wrochna – wiceminister energii i pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej.
23 września br spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) ogłosiła, że negocjacje z konsorcjum Westinghouse–Bechtel zakończyły się porozumieniem w sprawie głównych warunków handlowych przyszłego kontraktu. Obie strony zadeklarowały wówczas determinację, by sfinalizować całość ustaleń do końca 2026 roku.
Chodzi o najważniejszy z dokumentów tego przedsięwzięcia — kontrakt EPC (engineering, procurement and construction), czyli umowę na kompleksową realizację inwestycji: od projektu, przez zakup urządzeń, po budowę. Do czasu jej podpisania współpraca inwestora z wykonawcą opiera się na umowie pomostowej typu EDA (engineering development agreement), zawartej w kwietniu 2025 roku — już po wygaśnięciu wcześniejszego kontraktu na same usługi projektowe.
Inwestycja ma powstać w Lubiatowie-Kopalinie, w gminie Choczewo na Pomorzu. W sierpniu tego roku PEJ formalnie przekazały firmie Bechtel plac budowy — od tego momentu na terenie prowadzony jest drugi etap prac przygotowawczych, równolegle z pogłębionymi badaniami geologicznymi gruntu pod przyszłe fundamenty reaktorów.
Formalności administracyjne również idą swoim trybem: w marcu PEJ złożyły do Państwowej Agencji Atomistyki wniosek o zezwolenie na budowę. Spółka zapowiada, że już teraz równolegle kompletuje dokumentację potrzebną do kolejnych decyzji administracyjnych — w tym do pozwolenia na budowę, o które chce wystąpić w 2027 roku.
Elektrownia ma powstać w technologii AP1000 amerykańskiej firmy Westinghouse i składać się z trzech reaktorów. Zgodnie z obecnymi założeniami:
- pierwszy blok ma zacząć pracę w 2036 roku,
- drugi — w 2037 roku,
- trzeci — w 2038 roku.
To pierwsza elektrownia jądrowa budowana w Polsce od podstaw i jeden z największych pojedynczych projektów infrastrukturalnych w historii kraju — stąd waga, jaką rząd przykłada do ostatecznych warunków finansowych i prawnych kontraktu, zanim zostanie on podpisany.

