Morskie farmy wiatrowe miały być dla Łeby impulsem rozwojowym: nowa infrastruktura portowa, miejsca pracy, wpływy z podatków i prestiż wynikający z udziału w jednej z największych inwestycji energetycznych w Polsce. Baltic Power, warte 14 miliardów złotych, wchodzi właśnie w decydującą fazę. Jednak im bliżej uruchomienia pierwszych turbin, tym wyraźniej słychać obawy, że widok wiatraków na horyzoncie może zaszkodzić lokalnej turystyce. Nie tylko tej w Łebie…

Burmistrz Łeby – Agnieszka Derba nie kryje rozczarowania. Przypomina, że przez lata zapewniano samorząd, iż wiatraków nie będzie widać z brzegu. Tymczasem wraz ze wzrostem mocy instalacji zwiększyła się także ich wysokość. Dla wielu mieszkańców i przedsiębiorców to nie tylko kwestia estetyki, ale i obawa o przyszłość kurortu, którego siłą zawsze były szerokie plaże i niezakłócony widok na morze.
Część właścicieli pensjonatów już dziś przewiduje, że część gości wybierze miejsca, gdzie krajobraz pozostanie „czysty”. Inni podkreślają, że turyści przyjeżdżają do Łeby właśnie po to, by odpocząć od cywilizacji, a widok 200‑metrowych konstrukcji może psuć to wrażenie. Jednocześnie region stoi przed kolejnymi wyzwaniami związanymi z transformacją energetyczną. Pod nowe linie przesyłowe 400 kV oraz budowę elektrowni jądrowej w gminie Choczewo wycinane są setki hektarów lasów. To konieczne, by energia z Bałtyku mogła trafić w głąb kraju. Jak podkreśla Sławomir Staszak z Orlenu, offshore to dziś jeden z filarów bezpieczeństwa energetycznego Polski – bardziej stabilny i wydajny niż wiatraki lądowe.
Inwestorzy uspokajają, że obawy o turystykę są przesadzone. Prezes Baltic Power, Maciej Stryjecki, przekonuje, że widoczne z plaży turbiny mogą stać się wręcz atrakcją. W Skandynawii organizowane są specjalne rejsy do farm wiatrowych, a Łeba – jako jedyne miejsce w Polsce, z którego widać offshore – mogłaby wykorzystać to w promocji. Z kolei Krzysztof Bukowski z Baltic Power przypomina, że widoczność turbin zależy od pogody: latem będą widoczne częściej, ale przez większość roku – praktycznie wcale.
Turyści również nie są jednomyślni. Jedni widzą w wiatrakach symbol nowoczesności i ekologicznej energii, inni – zakłócenie krajobrazu, do którego przywykli przez lata. Jedno jest pewne: zmiana już się dokonała, a Łeba stoi przed zadaniem, by tę zmianę przekuć w atut.
Jak się jednak wydaje Łeba nie powinna obawiać się utraty turystów z powodu… odległych na horyzoncie – wiatraków. Dość powiedzieć, że w lipcu i sierpniu 2025 roku Łebę odwiedziło 87,5 tys. turystów, o 76% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Z liczbą 368,8 tys. udzielonych noclegów (o 35,4% więcej niż w 2024 roku), miasto to plasuje się 10 miejscu w Polsce.
Do 2040 roku na Bałtyku powstanie łącznie 19 morskich farm wiatrowych. Łeba – chcąc nie chcąc – stała się jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie widać, jak transformacja energetyczna spotyka się z lokalnymi emocjami i oczekiwaniami. Teraz od samorządu, mieszkańców i branży turystycznej zależy, czy wiatraki na horyzoncie będą symbolem straty, czy nowej szansy.
źródło: radiogdansk.pl

